wtorek, 24 sierpnia 2010
Zaczeło się od aparatu fotograficznego....
Co ma wspólnego aparat fotograficzny z dźwiękami? Nie wiedziałem tego, do czasu wyjazdu za miasto na wieś. Miejsce, w którym przebywałem było bardzo dzikie i wyludnione. Miejscowość, w której przyszło mi spędzić noc nie była nawet wsią, jej geograficzna nazwa to osada, z uwagi na bardzo niewielką liczbę mieszkańców i znikome zabudowania. Nocą, z powodu uderzającej ciszy można było usłyszeć niemal szum przepływającej krwi przez tętnice. Leżąc na łóżku bawiłem się starym aparatem fotograficznym. Sprzęt potrafił zapisać do 15 zdjęć na starej dyskietce komputerowej. Zasłuchany w ciszę, robiłem zdjęcia sufitu, gdy nagle usłyszałem coś, co przeraziło i podnieciło mnie jednocześnie. Gdy to usłyszałem na języku pojawił się charakterystyczny metaliczny smak, przypominający ten, który towarzyszył nam w dzieciństwie, gdy dotykaliśmy językami baterie. Usłyszałem pracę układu elektronicznego znajdującego się w obudowie aparatu. Nacisnąłem przycisk zwalniający migawkę raz jeszcze, by się upewnić, czy nie jest to praca elementów mechanicznych odpowiedzialnych, za przesuwanie metalowej blokady ochronnej na dyskietce wewnątrz. Ten dźwięk był zupełnie inny. Od tej chwili słucham dźwieków w trochę inny sposób...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz