niedziela, 29 stycznia 2012
Dźwiękowa ekstaza w garażu
Ileż radości może sprawić wizyta w garażu... To zbiór różnych różnostek, które pukane, stukane i pocierane wydają dźwięki, których nie powstydziłby się najnowocześniejszy kompozytor z Japonii. Oczywiście nie sposób było przejść koło nich obojętnie - więc mikrofony do ucha i jazda. Najpierw wygrzebałem kawał blachy. Gwoździem zrobiłem w nim dziurkę, przez którą przeciągnąłem drut. Rurka biegnąca tuż pod sufitem posłużyła jako jako punk zaczepienia. Tak oto powstał garażowy gong, który stał się obiektem mego dźwiękowego pożądania. Pocierałem pędzlem, waliłem drutami, ściskałem w rękach - by wydobyć wszystko, co tylko można z tego usłyszeć. Efekty niebawem na antenie, a dla spóźnialskich dźwięk będzie załadowany na mixcloudzie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Bardzo ciekawy pomysł by w garażu szukać twórczych inspiracji. Brawo! Ważne by przełamywać stare konwencje :)
OdpowiedzUsuń