Małe miasteczko daleko od Krakowa. O północy poszedłem do ogrodu. Stałem obserwując w ciszy pełnię Księżyca, gdy nagle zostałem postawiony w stan gotowości. Na budynku oddalonym ode mnie o 100 metrów włączyła się syrena alarmowa. Przerwała ciszę, by wwiercić się w głowę z siłą, przed którą nikt nie ucieknie. Byłem oszołomiony. Stałem na baczność próbując poukładać dwie myśli, które rozsadzały mi głowę. W tej pierwszej było zawarte pytanie, czy aby rzeczywiście do moich uszu dobiega dźwięk syreny, czy jest to moja halucynacja słuchowa. Druga myśl kazała się zastanowić, dlaczego znów nie mam przy sobie mikrofonów.
Po 3 minutach pierwsza syrena przestała wyć, a w oddali, znacznie ciszej jak się okazało, równolegle wyła jeszcze jedna, z tym , że jeszcze nie zamilkła.
Dwie myśli się zatrzymały, pojawiła się trzecia: nie ma przypadków.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz